„Świetlisty”

MF 4 - Świetlisty - Wiatr od morza

Fragment:

(…) Splątane konary wznosiły się ku niebu; ogołocone z liści wczepiały się w siebie, jakby wzajemnie się wspierając. Powykręcane i gruzłowate drzewo wyglądało na chore. Z każdym rokiem usychało coraz bardziej, a spróchniały pień był w środku niemal wydrążony. Nawet wiatr nie poruszał schylonymi konarami. Dokoła szumiały drzewa, ale tylko to jedno trwało w bezruchu.
Na gałęziach zwisały ciała powieszonych ludzi, którzy przypominali kukły. Ich cienie kładły się na błotnistej ziemi.
– To Drzewo Wisielców – powiedział z lękiem Jan. – Nie powinniśmy byli tu przyjeżdżać. Nie przypuszczałem nawet, że właśnie tego miejsca szukasz. Gdybym znał twoje myśli, zrobiłbym wszystko, byś zmienił zdanie.
– To Drzewo Życia! – zawołał anioł, gdy podszedł bliżej i zaczął przesuwać swoją dłoń po korze. Dopiero wtedy Jan spostrzegł, że ręka, która wysunęła się spod długiego rękawa, pokryta jest przypominającymi trąd plamami.
– Tutaj wieszają morderców i zdrajców – rzekł Jan, żegnając się przy tym. – Ich dusze przechadzają się czasem po okolicy, a ich ciała wciąż możesz zobaczyć, choć z wielu zostały już tylko kości. To przeklęte miejsce. – Cannobio przeżegnał się ponownie. – Ludzie nie chodzą tutaj. Boją się kusić losu.
– Nie, nie! – zaprotestował anioł, przyglądając się konarom. – To właśnie miejsce, którego szukam. Tutaj wiele się dokonało dobrego. To Drzewo Życia, Janie – powtórzył. – Drzewo Wiedzy, Rajska Jabłoń! To miejsce ma ma w opowieściach wiele imion. Czy myślisz, że może być takie samo, jak przed tysiącami lat? (…)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.