Archiwa tagu: recenzja

Muzyczna nuda…

Jak wiadomo gro płyt wychodzi na jesień, by ludzie mogli znaleźć ciekawy prezent na Święta. Rok 2017 zatem, w temacie interesujących premier, jeszcze się nie rozruszał należycie. Póki co Drab Majesty, którego debiutancki album ogłosiłem subiektywnie najlepszą płytą 2015, nie zawiódł i ucieszył mą werteryczną duszę kolejnym nowofalowym powiewem w chłodnym stylu lat 80. Recenzję płyty The Demonstration możecie przeczytać TUTAJ.

Warto też zwrócić uwagę na kolejną płytę jednego z najdziwniejszych zespołów na planecie Ziemia, czyli The Legendary Pink Dots. Nie wiem, czy to ich setny album czy może sto pierwszy, ale Chemical Playschool Volumes 19 & 20 zaciekawia. No i nowy Ryan Adams – solidny pop rock, jakiego nigdy za wiele.

Portret potrzebny

Ś.p. Frank Zappa zauważył kiedyś, że mówienie o muzyce przypomina tańczenie o architekturze – czyli w gruncie rzeczy jest pozbawione sensu. Trudno nie przyznać największemu być może prześmiewcy w dziejach rocka racji, niemniej dziś, w zalewie internetowych „znawców”, w erze nieograniczonego dostępu do przeróżnych dźwięków, brakuje nam niewątpliwie ludzi, którzy potrafiliby mądrze oraz zachęcająco o muzyce mówić i pisać. Brakuje nam postaci takich, jaką był Tomasz Beksiński. Jego radiowe audycje stanowiły przecież drogowskaz, zamykały słuchaczy w innym świecie i otwierały na nowe doświadczenia.

Czytaj dalej

Przegląd recenzji

Ostatnio zaproponowano mi współpracę z nowym sieciowym magazynem Kvlt Magazine – zachęcam do odwiedzin strony. TUTAJ znajdziecie ich na Facebooku. Od czasu do czasu znajdzie się tam jakiś mój tekścik, jak czas pozwoli. A poniżej zestawienie (alfabetyczne) moich ostatnich recenzji.

Czytaj dalej

Kto nienawidzi róż?

Tak wyszło, że od początku przysłuchuję się odgłosom z obozu Lilly Hates Roses. Zaczęło się od recenzji debiutanckiej płyty „Something to happen”. Potem był wywiad, przeprowadzony dla RockMagazynu z Kamilem. Miałem też przyjemność usłyszeć ich na żywo w oświęcimskim MDSM-ie podczas tamtejszej Sceny Alternatywnej. A teraz przyszło mi zrecenzować ich drugi album, „Mokotów”. Warto poznać muzykę Lilly Hates Roses, daleką od zgiełku i plastikowego popu.

Zresztą czy ktoś zna zespół z różami w nazwie, który byłby słaby? 😉