Romantyczny taniec z umarlakiem

Komercjalizacja, blichtr, sceniczne wodotryski i uśmiechanie się do masowej publiki są także elementem składowym muzyki metalowej. Niestety… Komu jednak przeszkadzają wielomilionowe budżety, sceniczne kostiumy i wygładzone brzmienie, ten powinien wiać do podziemia. Bo przy gotyckiej, strzelistej katedrze, ufundowanej przez gwiazdy metalu, zawsze można znaleźć jakiś malowniczo położony cmentarzyk i rozkopany grób, skąd dobywają się trupie wyziewy.

R-5556873-1396466203-7971.jpeg

Czasami warto dla podtrzymania zdrowia sztachnąć się powietrzem przesyconym wonią rozkładu, a kapela Eternal Rot dostarcza niewątpliwie odpowiedniej dawki programowo dołującej i złowieszczej muzy, która trupem zalatuje. Zresztą EP nosi niezwykle trafny dla zawartości tytuł „Grave Grooves”. W sam raz nada się na party w rodzinnym grobowcu.

Przypadkiem natrafiłem na ich winylowe EP, przeglądając ofertę jednego ze sklepów internetowych. I nie żałuję zakupu, bo płytka jest świetna! Spodoba się każdemu fanowi doom/death metalowego grania, ale pod warunkiem, że ktoś nie boi się muzycznej nekrofilii. Kontakt z muzyką kapeli może przypominać Randez Vous z zombiakiem z okładki. Jako że za oprawę graficzną odpowiadał niezastąpiony w przypadku grobowych tematów Rafał Kruszyk, możecie być pewni, odpowiednia, trochę komiksowa dawka przyjemnego rozkładu została zaserwowana.

A sama muzyka? Jest wooolno, potężnie, z rozmachem, ale i siermiężnie, odpowiednio brudno i w ogóle… Za szyldem Eternal Rot kryje się właściwie jednoosobowy projekt muzyczny niejakiego Mayera. No i co ważne, człek ten ze swoją muzyką wylazł oczywiście z niepoświęconej ziemi, ale… z Tej Ziemi, naszej, ojczystej. Serce rośnie! Bo chociaż na obczyźnie wypadło tworzyć, to korzenie Eternal Rot polskie, sanockie dokładniej mówiąc. „Crawler” i „Sickening Deeds” uraczą Was hipnotycznym, mrocznym, pełzającym przy podłodze riffie, który okraszony bulgoczącym, trupim wokalem robi przyjemnie (czyli nieprzyjemne) grobowe wrażenie. Aż zawiewa wonią rozkładu z tego cmentarza, a dreszcz przeszywa skórę!
Fajnie, fajnie. Oczywiście dla maniaków tego typu chorych, ale na swój sposób ujmujących dźwięków. Wypada czekać na długogrający materiał… Jeśli ktoś wytrzyma bez szwanku na psychice!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.